Emocje za kurtyną. – Czyli do czego prowadzi udawanie, że nie opuściliśmy jakiejś życiowej lekcji?

W poprzedniej części pisałam o życiowych lekcjach, które wpływają na nasze życie
emocjonalne. Zdarza się jednak tak, że nie zawsze mamy je wszystkie przerobione, a to powoduje, że nie czujemy się komfortowo.

Jako osoby najpierw dorastające a potem dorosłe, wstydzimy się, że z czymś sobie nie poradziliśmy, czegoś się nie nauczyliśmy. Dlaczego? Bo lubimy uchodzić w oczach innych, i swoich, za osoby które są ok. Nikt nie lubi myśleć, że czegoś mu brakuje, że z czymś sobie nie radzi. Niekoniecznie musi to być świadome. Trudno jest nam się przyznać przed innymi, że na przykład wychowywałam się bez ojca, albo, że matka mnie nie przytulała, czy że nie poradziliśmy sobie z pewną trudną dla nas sytuacją życiową – na przykład śmiercią matki czy ojca. Osoba dorosła przecież nie może zachowywać się dziecinnie. Dlaczego? Bo czułaby się wtedy słaba, zła. Bo to wstyd. Kiedy nie chcesz ujawnić swoich słabości, trudności, zaczynasz ukrywać je przed innymi aż z czasem staje się to Twoim nawykiem, automatyczną reakcją, ochraniającą poczucie siebie jako osoby dorosłej i poważnej. Po wielu takich zachowaniach, nawyk jest tak rutynowy, że przestajesz go kontrolować i jesteś przekonany/-a, że nigdy nie było tak, jak było naprawdę. Oszukujesz siebie, że niczego ci nie brakuje. A skoro nie brakuje Ci niczego, przestajesz szukać doświadczeń zastępczych pozwalających na przerobienie lekcji. Blokujesz swoje emocje i udajesz, że ich nie masz w związku z pewnymi sytuacjami.

Do czego to prowadzi?

To prowadzi do napięć w ciele, w relacjach z innymi, w życiu. Robert Skynner porównuje to do zasłonięcia kurtyny we własnej głowie, po to aby odgrodzić się od uczucia, na które nie chcemy patrzeć. „Ukrywana emocja sprawia, że czujemy się źli nawet kiedy odsłania się tylko przed nami. Toteż odcinamy się od niej”

Taką emocją, która dość często jest „odcinana”, jest złość. Tłumienie złości i odcinanie się od niej, wg Freuda, może zachodzić w dwóch przypadkach:

1)      bardzo mocnego urazu, traumatycznego przeżycia, (zwłaszcza w dzieciństwie) czy też

2)      nieudolności wychowawczej rodziny, dla której złość, jako emocja, jest niedobra, blokowana, tłumiona.

W pierwszym przypadku może dojść do nieadekwatnego łączenia emocji negatywnej (złości, gniewu) z sytuacją traumatyczną, wynikającą z zupełnie innej przyczyny. Jako przykład może posłużyć historia małego chłopca mającego napady złości, z którymi sobie nie radził jako dziecko. Załóżmy, że chłopiec ma taki napad agresji w momencie gdy jego matka trafia do szpitala ze względu na swoje zdrowie. W szpitalu okazuje się, że ma wylew lub guza mózgu i umiera. Chłopiec łączy te dwie sytuacje ze sobą i zaczyna mieć do siebie pretensje, że to jego wina, że matka umarła, bo akurat był w tamtym momencie złym, niedobrym dzieckiem. Po takiej sytuacji towarzyszy mu ogromne poczucie winy i obawa, że może komuś jeszcze zrobić krzywdę swoimi wybuchami złości (szczególnie osobom bliskim, które się nim opiekują, a których nie chce urazić bo nie chce stracić ich miłości) co powoduje, że tłumi w sobie to co tak bardzo się w środku „gotuje”.

W drugim przypadku dochodzi do zablokowania złości poprzez ciągłe karanie dziecka za jej okazywanie. Jedna z pacjentek (przypadek skrajny) opowiadała, że za każde okazanie niezadowolenia była odsyłana do swojego pokoju, i miała nakazane siedzenie w nim tak długo, aż się uspokoi. W efekcie, jako dorosła osoba nie potrafi odczuwać emocji negatywnych, a tym samym bronić siebie w sytuacjach zagrożenia. Brak ujawniania złości i jej okazywania w sytuacjach ważnych doprowadziło ją do tego, że wpadła w depresję, wycofała się z życia (skoro nikt cię nie słucha, możesz tylko zniknąć). Nie mogła mówić, co ją boli, z czym jest jej źle. Nie mogła przebić się ze swoim głosem w rodzinie. Nikt z nią nie rozmawiał w chwilach gdy było jej to potrzebne. Dokonywała więc samookaleczania się, żeby siebie poczuć, czy nawet podejmowała próby samobójcze – byleby tylko ktoś zwrócił na nią uwagę, a i tak słyszała, że przesadza, że przecież nic jej nie jest, że ma wszystko, że sobie ubzdurała coś i nie wie jak bardzo życie jest ciężkie, bo ciężkie życie było zarezerwowanie tylko dla rodziców.

W zdrowej rodzinie złość będzie emocją, która ma swoje miejsce. Każdy może czasami się złościć i nikt za to się nie obraża. Oczywiście wymaga się od dziecka aby utrzymywało złość w pewnych ramach ale nikt z tego powodu nie robi dodatkowej afery. Dzięki temu dziecko uczy się, że można swoją złość wyrażać w rozsądny sposób, że to jest normalne uczucie jakie może przeżywać każdy. O złości się rozmawia, szuka przyczyny i rozwiązania, wspiera się w trudnych chwilach i pokazuje co można z tym zrobić. Jeżeli rodzice podchodzą do tego na spokojnie, dziecko uczy się jak bezpiecznie radzić sobie ze swoją złością, jak otrzymywać w takiej sytuacji pomoc  a także jak trzymać gniew w ryzach gdy jest taka potrzeba.

Pamiętajmy – Jeśli dzieci nie nauczą się jak radzić sobie z emocjami, nie nauczą tego swoich dzieci. To przechodzi z pokolenia na pokolenie.

Nieokazywanie, czy tłumienie emocji negatywnych prowadzi, tak jak wcześniej pisałam, do zachowań mniej lub bardziej destrukcyjnych dla samego siebie (samo-okaleczenia) lub też otoczenia i osób bliskich.

Jak pisze R. Skynner, taka kurtyna potrafi być nieszczelna i rozsunąć się niespodziewanie w najmniej oczekiwanym momencie. Dlaczego?

Po pierwsze, od tak coś nam się niekontrolowanie wymsknie bo nie mamy zdrowych nawyków radzenia sobie ze złymi emocjami. Tak się dzieje w sytuacjach (zmęczenia, choroby, stresu), które od jakiegoś czasu nas przytłaczały, a których z jakiegoś względu nie chcieliśmy rozwiązać od razu. Dlatego w końcu przelewa się czara goryczy. Wystarczy jakaś drobnostka, wyzwalająca ogromną, nieadekwatną do sytuacji złość. Po takim wystąpieniu czujemy się zawstydzeni, nie na miejscu, i przekonani że okazywanie złości jest czymś złym więc znowu wtłaczamy tę emocję za kurtynę.

Po drugie, powstrzymywanie emocji wiąże się z ogromnym napięciem, nie pozwala się rozluźnić, i pochłania mnóstwo energii, a to męczy. Cały czas trzymanie na wodzy uczuć, poza świadomością, wpływa na funkcjonowanie organizmu. Skoro nie można się rozluźnić i wyrzucić z siebie tego co nam doskwiera, to gdzieś musi się to odkładać. Ma to odzwierciedlenie w dolegliwościach psychosomatycznych takich jak bóle głowy, bóle brzucha, wysokie ciśnienie, zatykanie w klatce piersiowej, niestrawność, wrzody żołądka, bulimia etc.

Po trzecie, brak możliwości ekonomicznego gospodarowania emocjami, powoduje naruszenie równowagi naszej osobowości. Jak mówi R. Skynner „nie można od tak od, po prostu odciąć fragmentu swojej osobowości bez naruszenia całego systemu jednostki”. (tak może się zdarzyć i to są jednostki wymagające leczenia klinicznego. -przyp. własny). Kiedy odcinamy się od jakiejś emocji i nie mamy do niej dostępu, to zostaje naruszona nasza wewnętrzna równowaga. Nie możemy wtedy kontrolować takich emocji, mieć poczucia adekwatności działania, reagowania, wyciągania odpowiednich uczuć do odpowiednich sytuacji. Emocje niekontrolowane nie pojawiają się wtedy gdy są potrzebne ale wybuchają w najmniej oczekiwanych momentach. Tak jak pisałam wcześniej, zablokowanie emocji złości może na przykład spowodować wycofanie się osoby z życia i brak możliwości obrony siebie w sytuacji zagrożenia bo nie umie ona uruchomić w sobie gniewu. Taka osoba staje się bierna, niedojrzała, wycofana, nie umie dochodzić swoich praw, to inni decydują o jej losie.

Jeżeli zauważasz u siebie podobny sposób działania, zatrzymaj się, zastanów, co możesz z tym zrobić aby poczuć się nareszcie sobą. Poszukaj fachowej pomocy. To można zmienić i żyć pełnią życia w zgodzie ze sobą i innymi.

Powyższy tekst jest chroniony ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych. © Copyright by Alicja Stankiewicz

Bibliografia: Skynner R., Cleese J. (2014), Żyć w rodzinie i przetrwać, Czarna Owca, Warszawa

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

2 thoughts on “Emocje za kurtyną. – Czyli do czego prowadzi udawanie, że nie opuściliśmy jakiejś życiowej lekcji?”

  1. Tłumienie w sobie emocji może doprowadzić do bardzo negatywnych skutków. Dlatego powinniśmy nauczyć się korzystać z pomocy z zewnątrz. Doskonałą okazją do spojrzenia na siebie z dystansu jest coaching, który pozwala odkryć swoje wewnętrzne oczekiwania i pragnienia.

    1. Zdecydowanie. Bywa jednak tak, że Coaching to za mało i wtedy warto poszukać dobrego terapeuty. Pozdrawiam ciepło 🙂

Pozostaw odpowiedź Alicja Stankiewicz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *